Z wolnej ręki: Nadmuchany balon i co dalej?
Dodane przez Kwiat dnia Maj 18 2009 00:15:55
Przed pierwszym gwizdkiem w inauguracyjnym spotkaniu Finałów Konferencji Zachodniej między Detroit Red Wings a Chicago Blackhawks byłem naprawdę podekscytowany. Pokonać Anaheim Ducks to sztuka nie lada, udało się w siedmiu grach i jak często można było usłyszeć - po tej serii powinno być już tylko z górki. Niemniej jednak, Hawks to zespół, który mimo problemów, awansował do trzeciej rundy playoffów, eliminując wcześniej dwie kanadyjskie drużyny, w tym Vancouver Canucks uważanych za ekipę kompletną, zdolną osiągnąć finał Pucharu Stanleya.

Po pierwszym gwizdku zaczęło się niecodziennie. To goście z Wietrznego Miasta przejęli inicjatywę i stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji - wykorzystali tę najbardziej absurdalną. W miarę upływu czasu jednak, to Red Wings przejęli kontrolę, a po błędzie - katastrofalnym skądinąd - Brenta Seebrooka doprowadzili do remisu.


Kliknij 'Czytaj więcej', aby przeczytać całość

Rozszerzona zawartość newsa
Przed pierwszym gwizdkiem w inauguracyjnym spotkaniu Finałów Konferencji Zachodniej między Detroit Red Wings a Chicago Blackhawks byłem naprawdę podekscytowany. Pokonać Anaheim Ducks to sztuka nie lada, udało się w siedmiu grach i jak często można było usłyszeć - po tej serii powinno być już tylko z górki. Niemniej jednak, Hawks to zespół, który mimo problemów, awansował do trzeciej rundy playoffów, eliminując wcześniej dwie kanadyjskie drużyny, w tym Vancouver Canucks uważanych za ekipę kompletną, zdolną osiągnąć finał Pucharu Stanleya.

Po pierwszym gwizdku zaczęło się niecodziennie. To goście z Wietrznego Miasta przejęli inicjatywę i stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji - wykorzystali tę najbardziej absurdalną. W miarę upływu czasu jednak, to Red Wings przejęli kontrolę, a po błędzie - katastrofalnym skądinąd - Brenta Seebrooka doprowadzili do remisu. W drugiej tercji widzieliśmy przygniatającą przewagę Skrzydeł, kilka świetnych sytuacji, które nie zakończyły się powodzeniem tylko dlatego, iż Nikołaj Chabibulin wspiął się na wyżyny swoich umiejętności, przypominając sobie formę z 2004 roku… Do czasu, bo od czego jest Johan Franzen? Smutne jest to, pomimo prowadzenia Skrzydeł, że mecz przypomina w mniejszym bądź większym stopniu spotkanie rodem z samej końcówki sezonu zasadniczego, kiedy już prawie nikt o nic nie walczy albo nawet trening - to w jaki sposób Wings stwarzali zagrożenie pod bramką Bulina powoduje takie skojarzenia. W ostatniej odsłonie gry, Hawks wyrównali, ale później ekipa z Hokceytown pokazała doświadczenie, klasę i kontynuowała to, co grała w drugiej tercji, tyle że tym razem skuteczność była większa.

Póki co trudno szukać w konfrontacji z Hawks wielkich emocji, które niemal przez cały czas trwania serii z Ducks towarzyszyły kibicom. Szkoda, bo to nie pierwsza runda, ale już finał konferencji. Chcę, aby Wings obronili Puchar, a przy tym nie namęczyli się nazbyt z młodzieżą z Chicago, ale ciężko ogląda się mecz, który nie spełnia oczekiwań. Może to po prostu siedmiomeczowa batalia (to adekwatne do wydarzenia słowo) z fizycznie grającymi Ducks ma na to tak ogromny wpływ. W każdym razie, to co widziałem w pierwszej potyczce między Wings a Hawks nijak się ma do tego co było w poprzedniej rundzie (tam było czuć playoffy!). Najlepszy obrońca Hawks sprowokował bramkę, najlepsi napastnicy zostali całkowicie zneutralizowani, jedynie bramkarz pokazał, że może uratować kilka razy skórę kolegom ,ale i on w końcu musi się ugiąć pod naporem rywala.

Niech mi ktoś powie - jak można stracić bodaj w 9 kolejnych meczach bramkę w osłabieniu? Gra w osłabieniu, chociaż często dobra, ciągle nie spełnia oczekiwań.