Podsumowanie sezonu 2007/08
Dodane przez Kwiat dnia Czerwiec 30 2008 14:00:25
Po trzech latach pracy Mike’a Babcocka z Detroit Red Wings, w końcu nadszedł czas na zebranie plonów. Puchar Stanleya po sześciu latach podróży ponownie zawitał do Motown, po raz czwarty w ostatnich jedenastu sezonach. Żaden inny zespół nie może poszczycić się takim osiągnięciem – pomijając dynastie Edmonton Oilers czy New York Islanders, bo święciły one sukcesy w zamierzchłych już czasach.

Przed sezonem Detroit dawano, jak zwykle, niemałe szansę na ostateczny triumf. Kolejne kampanie zakończone z ponad 100 punktami na koncie, robią z Red Wings faworytów każdych rozgrywek posezonowych. W 2006 roku wszystko zakończyło się szybko, boleśnie, w zaledwie sześciu meczach. Rok później Babcock spotkał się w finale Konferencji Zachodniej ze swoim poprzednim klubem – Anaheim Ducks. Po pechowej serii, ponownie wędrówka po trofeum zakończyła się przedwcześnie, a rozczarowanie było tym większe, że sukces był na wyciągnięcie ręki.

Tegoroczny pochód rozpoczął się znakomicie. Red Wings od początku października wyglądali na zespół kompletny, w którym wszystkie elementy funkcjonują w należyty sposób. Kapitalnie zaczął sezon Henrik Zetterberg, który punktował w każdym z 17 pierwszych meczów, długo pozostając najskuteczniejszym graczem ligi. Red Wings miesiąc po miesiącu budowali swoją przewagę w tabeli - najlepszy bilans notując w grudniu, podczas gdy Zetterberg i Tomas Holmstrom leczyli kontuzje! W pewnym momencie mieli oni ponad 20 punktów przewagi nad drugimi w Konferencji Zachodniej Dallas Stars, do czasu gdy nadszedł luty… W najkrótszym miesiącu roku ekipa z Hockeytown w niczym nie przypominała tej ze wcześniejszej fazy rozgrywek, z jedenastu spotkań udało się wygrać zaledwie jedno. Gra wybitnie nie układała się, brakowało wykończenia, a obroną zespołu dyrygował (pokazując się ze świetnej strony) debiutujący w NHL Derek MeechNiklas Kronwall, Nicklas Lidstrom, Brian Rafalski i Chris Chelios wylecieli z powodu urazów. W końcówce miesiąca wypadł także Dan Cleary, który po kontuzji był cieniem samego siebie.

Czytaj więcej

(foto: Christian Petersen/Getty Images)