Runda 4 Mecz 4: Penguins 1:2 Red Wings
Dodane przez palo dnia Czerwiec 01 2008 04:50:32
Detroit Red Wings brakuje już tylko jednego zwycięstwa od zdobycia czwartego Pucharu Stanleya w ostatnich 11 latach. Mimo zdobycia pierwszej bramki w spotkaniu Pittsburgh Penguins nie zdołali, po raz pierwszy w tegorocznej fazie playoff, dowieźć prowadzenia do końca meczu i polegli ostatecznie 1:2. W całej serii Czerwone Skrzydła prowadzą już 3-1. Od czasu wprowadzenia formatu polegającego na wyłonieniu zwycięzcy z pojedynku składającego się z maksymalnie 7-meczowej serii, tylko ekipie Toronto Maple Leafs udało się wyrównać stan rywalizacji i ostatecznie zwyciężyć w finale (1942 rok). Nie powinien nas martwić fakt, że ich przeciwnikiem była wtedy właśnie drużyna z Detroit.

Red Wings przerwali dominację Penguins w Mellon Arena. Zespół z Pittsburgha nie przegrał we własnej hali ani razu w czasie posezonowych rogrywek (9 zwycięstw). Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę sezon regularny to po raz ostatni poznali gorycz porażki 24 lutego w starciu z San Jose Sharks po rzutach karnych. Z kolei Marc-Andre Fleury został pokonany w Mellon Arena pierwszy raz od 19 spotkań. 21 listopada 2007 roku sztuka ta udała się New Jersey Devils.

Przy okazji poprzednich meczów wspominaliśmy już o tym jaką wagę ma skuteczna gra w liczebnej przewadze, spodziewając się, że drużyna która jako pierwsze przełamie swoją niemoc w tym elemencie hokejowego rzemiosła, będzie miała dużą szansę na ostateczne zwycięstwo. Tym bardziej mogła zmartwić wiadomość o nieobecności na lodzie Tomasa Holmstroma o czym informowaliśmy na łamach serwisu przed meczem. Miejsce Szweda w linii z Pawłem Dacjukiem i Henrikiem Zetterbergiem, jak już informowaliśmy, zajął Daniel Cleary. 29 -letni Kanadyjczyk próbował zastąpić Holmstroma przed bramką Penguins także wtedy, gdy Red Wings mieli okazje gry w power play, lecz było widać gołym okiem, że nie jest on do tego stworzony tak jak popularny Homer.

Kiedy w 3. minucie spotkania wynik otworzył Marian Hossa, wykorzystując pierwszy okres gry w przewadze po przewinieniu jakiego dopuścił się Dallas Drake, można było pomyśleć, że machina z Pittsburgha zaskoczyła i każda następna kara nałożona na zespół z Detroit będzie oznaczać spore kłopoty dla Red Wings. Okazało się jednak, że początkowa energia, z jaką do meczu podeszli Penguins była gaszona z biegiem czasu przez doświadczony zespół gości. Gospodarze nie wykorzystali żadnej z pięciu kolejnych szans grając z przewagą, wliczając w to prawie 90-sekundowy okres gry 5-na-3. W połowie trzeciej tercji, kiedy to Czerwone Skrzydła prowadziły już 2:1. Wówczas na ławkę kar, w krótkich odstępach czasu, zostali odesłani Kirk Maltby i Andreas Lilja.

"To był jeden z najgorszych momentów jaki pamiętam, siedzenie wtedy w boksie kar," - powiedział w pomeczowym wywiadzie Szwedzki obrońca.

"Nie mogłem uwierzyć, że dostałem tę karę. Czasami nawet nie miałem odwagi patrzeć na lód. Tak się cieszę, że udało im się przetrzymać ten okres." - dodał

Głównym bohaterem tego, choć nie tylko, fragmentu spotkania był Zetterberg, który najpierw zablokował kij Sidney'a Crosby'ego, który ustawił się tuż obok lewego słupka bramki Chrisa Osgooda i miał perfekcyjną okazję na wyrównanie stanu spotkania, a następnie zabierając krążek Pingwinom i próbując swoich sił w akcji 1-na-4, zakończonej nawet celnym strzałem na bramkę Marca-Andre Fleury'ego, co miało na celu zyskanie kilku cennych sekund. Ciekawe, że Penguins nie oddali w tym okresie, ani jednego celnego uderzenia w kierunku bramki strzeżonej przez Osgooda.

Bramkarz Red Wings obronił 22 z 23 strzałów w całym meczu. Wśród nich była indywidualna próba Crosby'ego, który urwał się na linii niebieskiej dwóm obrońcom gości i pognał na pełnej prędkości w kierunku bramki. Osgoodowi udało się obronić jego strzał z backhandu, lecz nie złapał on krążka, który wyleciał między buliki, gdzie dopadł do niego Pascal Dupuis strzelając z obrotu. Również i z tym uderzeniem poradził sobie kanadyjski bramkarz Czerwonych Skrzydeł. 35-latek prowadzi w lidze pod względem średniej ilości bramek wpuszczonych na mecz z wynikiem 1.45, co, mimo doskonałego wsparcia obrony, jest wynikiem wręcz wyśmienitym.

"Nie będę myślał o niczym podczas podróży do domu. Spędzę jutrzejszy dzień na oczyszczeniu umysłu, po prostu przyjdę na lodowisko i przygotuję się do kolejnego meczu. Brzmi to nudno, lecz zawsze w taki sposób podchodzę do tej fazy rogrywek." - powiedział, skromny jak zawsze, Osgood.

Postawa gości podczas gier w przewadze była niewiele lepsza od gry gospodarzy. Red Wings trzy razy grali z przewagą jednego zawodnika, lecz osiągnęli w niej zerową skuteczność. Wyrównujący gol Nicklasa Lidstroma, po potężnym strzale z niebieskiej linii, padł dwie sekundy po zakończeniu kary kary nałożonej na Pascala Dupuis w 7. minucie pierwszej tercji.

Goście objęli prowadzenie na początku ostatniej odsłony po bramce z backhandu autorstwa Jiri'ego Hudlera, lecz to nie jemu należą się największe brawa za to trafienie. Bohaterem akcji został Brad Stuart, który dwukrotnie zatrzymywał krążek, wybijany przez broniących się Penguins, przed niebieską linią. Za drugim razem zbił on gumę z powietrza, a potem, gdy jeszcze się odbijała, zagrał ją przed siebie, w kierunku bramki Fleury'ego. Bliski przejęcia krążka był Brooks Orpik, lecz zawodnik Penguins został doskonale zablokowany ciałem przez Darrena Helma, który musnął jeszcze gumę w kierunku Czecha, ustawionego metr przed lewym słupkiem bramki. Hudler momentalnie uderzył z backhandu i zmieścił krążek pomiędzy słupkiem, a ramieniem próbującego jeszcze interweniować bramkarzem, zdobywając swoje piąte trafienie w obecnych playoff.

Nie można nie wspomnieć o doskonałym dyrygowaniu zespołem przez trenera Mike'a Babcocka, naturalnie przy udziale jego asystentów. Długie zmiany czołowych graczy, co nie podobało mu się w meczu numer 3, zostało tym razem wyeliminowane. Mimo przewagi Michela Theriena, który mógł jako drugi wybierać linie, Babcock znajdywał przez całe 60 minut sposoby, aby na lodzie występowali konkretni zawodnicy Red Wings przeciwko konkretnym zawodnikom Penguins. Ponownie udało się przyblokować Sidney'a Crosby'ego, który zaliczył co prawda asystę, lecz zakończył mecz z zaledwie dwoma strzałami na bramkę. Na ławce przyjezdnych cały czas panowała atmosfera pewności siebie, energii i radości. Nie można było wyczuć ani krzty frustracji, która przejawiała się czasami kilka metrów obok.

Największe powody do rozgoryczenia miał chyba Jewgienij Małkin, który po raz kolejny zagrał mecz niepewnie i niedokładnie, mimo iż oddał pięć strzałów na bramkę Osgooda, co było najlepszym wynikiem w zespole. Rosjanin miał problemy z prowadzeniem i przyjmowaniem krążka, a jego indywidualne próby wjazdów w tercję obronną Red Wings kończyły się zazwyczaj już na pierwszym obrońcy. Podczas jednego z okresów gry w przewadze Penguins, Małkin zapomniał, że miał pełnić na swojej zmianie rolę drugiego obrońcy, nie wrócił do swojej tercji, przez co Siergiej Gonczar musiał wzbić sie an wyżyny, aby uniknąć ataków probujących agresywnie bronić się gości. Biorąc pod uwagę to jaką dyspozycję prezentował tuż rzed rozpoczęciem rywalizacji finałowej można podejrzewać, że trapi go jakaś ukryta kontuzja lub też spadek formy.

Red Wings będą mieli szansę zamknąć kolejny rozdział swojej bogatej historii już w poniedziałek, kiedy to spotkania odbędzie się w Joe Louis Arena. Początek meczu o godzinie drugiej czasu polskiego.

(foto: Jim McIsaac/Getty Images)
Kliknij 'Czytaj więcej', aby zobaczyć boxscore z meczu

Rozszerzona zawartość newsa
Detroit Red Wings brakuje już tylko jednego zwycięstwa od zdobycia czwartego Pucharu Stanleya w ostatnich 11 latach. Mimo zdobycia pierwszej bramki w spotkaniu Pittsburgh Penguins nie zdołali, po raz pierwszy w tegorocznej fazie playoff, dowieźć prowadzenia do końca meczu i polegli ostatecznie 1:2. W całej serii Czerwone Skrzydła prowadzą już 3-1. Od czasu wprowadzenia formatu polegającego na wyłonieniu zwycięzcy z pojedynku składającego się z maksymalnie 7-meczowej serii, tylko ekipie Toronto Maple Leafs udało się wyrównać stan rywalizacji i ostatecznie zwyciężyć w finale (1942 rok). Nie powinien nas martwić fakt, że ich przeciwnikiem była wtedy właśnie drużyna z Detroit.

Red Wings przerwali dominację Penguins w Mellon Arena. Zespół z Pittsburgha nie przegrał we własnej hali ani razu w czasie posezonowych rogrywek (9 zwycięstw). Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę sezon regularny to po raz ostatni poznali gorycz porażki 24 lutego w starciu z San Jose Sharks po rzutach karnych. Z kolei Marc-Andre Fleury został pokonany w Mellon Arena pierwszy raz od 19 spotkań. 21 listopada 2007 roku sztuka ta udała się New Jersey Devils.

Przy okazji poprzednich meczów wspominaliśmy już o tym jaką wagę ma skuteczna gra w liczebnej przewadze, spodziewając się, że drużyna która jako pierwsze przełamie swoją niemoc w tym elemencie hokejowego rzemiosła, będzie miała dużą szansę na ostateczne zwycięstwo. Tym bardziej mogła zmartwić wiadomość o nieobecności na lodzie Tomasa Holmstroma o czym informowaliśmy na łamach serwisu przed meczem. Miejsce Szweda w linii z Pawłem Dacjukiem i Henrikiem Zetterbergiem, jak już informowaliśmy, zajął Daniel Cleary. 29 -letni Kanadyjczyk próbował zastąpić Holmstroma przed bramką Penguins także wtedy, gdy Red Wings mieli okazje gry w power play, lecz było widać gołym okiem, że nie jest on do tego stworzony tak jak popularny Homer.

Kiedy w 3. minucie spotkania wynik otworzył Marian Hossa, wykorzystując pierwszy okres gry w przewadze po przewinieniu jakiego dopuścił się Dallas Drake, można było pomyśleć, że machina z Pittsburgha zaskoczyła i każda następna kara nałożona na zespół z Detroit będzie oznaczać spore kłopoty dla Red Wings. Okazało się jednak, że początkowa energia, z jaką do meczu podeszli Penguins była gaszona z biegiem czasu przez doświadczony zespół gości. Gospodarze nie wykorzystali żadnej z pięciu kolejnych szans grając z przewagą, wliczając w to prawie 90-sekundowy okres gry 5-na-3. W połowie trzeciej tercji, kiedy to Czerwone Skrzydła prowadziły już 2:1. Wówczas na ławkę kar, w krótkich odstępach czasu, zostali odesłani Kirk Maltby i Andreas Lilja.

"To był jeden z najgorszych momentów jaki pamiętam, siedzenie wtedy w boksie kar," - powiedział w pomeczowym wywiadzie Szwedzki obrońca.

"Nie mogłem uwierzyć, że dostałem tę karę. Czasami nawet nie miałem odwagi patrzeć na lód. Tak się cieszę, że udało im się przetrzymać ten okres." - dodał

Głównym bohaterem tego, choć nie tylko, fragmentu spotkania był Zetterberg, który najpierw zablokował kij Sidney'a Crosby'ego, który ustawił się tuż obok lewego słupka bramki Chrisa Osgooda i miał perfekcyjną okazję na wyrównanie stanu spotkania, a następnie zabierając krążek Pingwinom i próbując swoich sił w akcji 1-na-4, zakończonej nawet celnym strzałem na bramkę Marca-Andre Fleury'ego, co miało na celu zyskanie kilku cennych sekund. Ciekawe, że Penguins nie oddali w tym okresie, ani jednego celnego uderzenia w kierunku bramki strzeżonej przez Osgooda.

Bramkarz Red Wings obronił 22 z 23 strzałów w całym meczu. Wśród nich była indywidualna próba Crosby'ego, który urwał się na linii niebieskiej dwóm obrońcom gości i pognał na pełnej prędkości w kierunku bramki. Osgoodowi udało się obronić jego strzał z backhandu, lecz nie złapał on krążka, który wyleciał między buliki, gdzie dopadł do niego Pascal Dupuis strzelając z obrotu. Również i z tym uderzeniem poradził sobie kanadyjski bramkarz Czerwonych Skrzydeł. 35-latek prowadzi w lidze pod względem średniej ilości bramek wpuszczonych na mecz z wynikiem 1.45, co, mimo doskonałego wsparcia obrony, jest wynikiem wręcz wyśmienitym.

"Nie będę myślał o niczym podczas podróży do domu. Spędzę jutrzejszy dzień na oczyszczeniu umysłu, po prostu przyjdę na lodowisko i przygotuję się do kolejnego meczu. Brzmi to nudno, lecz zawsze w taki sposób podchodzę do tej fazy rogrywek." - powiedział, skromny jak zawsze, Osgood.

Postawa gości podczas gier w przewadze była niewiele lepsza od gry gospodarzy. Red Wings trzy razy grali z przewagą jednego zawodnika, lecz osiągnęli w niej zerową skuteczność. Wyrównujący gol Nicklasa Lidstroma, po potężnym strzale z niebieskiej linii, padł dwie sekundy po zakończeniu kary kary nałożonej na Pascala Dupuis w 7. minucie pierwszej tercji.

Goście objęli prowadzenie na początku ostatniej odsłony po bramce z backhandu autorstwa Jiri'ego Hudlera, lecz to nie jemu należą się największe brawa za to trafienie. Bohaterem akcji został Brad Stuart, który dwukrotnie zatrzymywał krążek, wybijany przez broniących się Penguins, przed niebieską linią. Za drugim razem zbił on gumę z powietrza, a potem, gdy jeszcze się odbijała, zagrał ją przed siebie, w kierunku bramki Fleury'ego. Bliski przejęcia krążka był Brooks Orpik, lecz zawodnik Penguins został doskonale zablokowany ciałem przez Darrena Helma, który musnął jeszcze gumę w kierunku Czecha, ustawionego metr przed lewym słupkiem bramki. Hudler momentalnie uderzył z backhandu i zmieścił krążek pomiędzy słupkiem, a ramieniem próbującego jeszcze interweniować bramkarzem, zdobywając swoje piąte trafienie w obecnych playoff.

Nie można nie wspomnieć o doskonałym dyrygowaniu zespołem przez trenera Mike'a Babcocka, naturalnie przy udziale jego asystentów. Długie zmiany czołowych graczy, co nie podobało mu się w meczu numer 3, zostało tym razem wyeliminowane. Mimo przewagi Michela Theriena, który mógł jako drugi wybierać linie, Babcock znajdywał przez całe 60 minut sposoby, aby na lodzie występowali konkretni zawodnicy Red Wings przeciwko konkretnym zawodnikom Penguins. Ponownie udało się przyblokować Sidney'a Crosby'ego, który zaliczył co prawda asystę, lecz zakończył mecz z zaledwie dwoma strzałami na bramkę. Na ławce przyjezdnych cały czas panowała atmosfera pewności siebie, energii i radości. Nie można było wyczuć ani krzty frustracji, która przejawiała się czasami kilka metrów obok.

Największe powody do rozgoryczenia miał chyba Jewgienij Małkin, który po raz kolejny zagrał mecz niepewnie i niedokładnie, mimo iż oddał pięć strzałów na bramkę Osgooda, co było najlepszym wynikiem w zespole. Rosjanin miał problemy z prowadzeniem i przyjmowaniem krążka, a jego indywidualne próby wjazdów w tercję obronną Red Wings kończyły się zazwyczaj już na pierwszym obrońcy. Podczas jednego z okresów gry w przewadze Penguins, Małkin zapomniał, że miał pełnić na swojej zmianie rolę drugiego obrońcy, nie wrócił do swojej tercji, przez co Siergiej Gonczar musiał wzbić sie an wyżyny, aby uniknąć ataków probujących agresywnie bronić się gości. Biorąc pod uwagę to jaką dyspozycję prezentował tuż rzed rozpoczęciem rywalizacji finałowej można podejrzewać, że trapi go jakaś ukryta kontuzja lub też spadek formy.

Red Wings będą mieli szansę zamknąć kolejny rozdział swojej bogatej historii już w poniedziałek, kiedy to spotkania odbędzie się w Joe Louis Arena. Początek meczu o godzinie drugiej czasu polskiego.

(foto: Jim McIsaac/Getty Images)

31.05.08 Druzyna 1T 2T 3T OT Koniec

Pittsburgh Penguins

1

0

0

-

1

Detroit Red Wings

1

0

1

-

2

TERCJA 1 - BRAMKI
Czas Druzyna Strzelec - asysty Wynik
2:51 PIT Marian Hossa (PP) - Gonchar - Crosby 1:0 PIT
7:06 DET Nicklas Lidstrom - Rafalski - Dacjuk 1:1 PIT
TERCJA 1 - KARY
Czas Druzyna Kara
2:11 DET * Dallas Drake: Roughing (2 min)
5:04 PIT Pascal Dupuis: Crosschecking (2 min)
9:03 DET Brian Rafalski: Roughing (2 min)
14:28 DET Kris Draper: Holding (2 min)
16:59 DET Brett Lebda: Crosschecking (2 min)
16:59 PIT Max Talbot: Diving (2 min)
17:55 DET Johan Franzen: Elbowing (2 min)
17:55 PIT Brooks Orpik: Roughing (2 min)
TERCJA 2 - BRAMKI
Czas Druzyna Strzelec - asysty Wynik
--- --- BRAK ---
TERCJA 2 - KARY
Czas Druzyna Kara
3:44 PIT Jordan Staal: Interference (2 min)
16:04 DET Brian Rafalski: Holding (2 min)
TERCJA 3 - BRAMKI
Czas Druzyna Strzelec - asysty Wynik
2:26 DET Jiri Hudler - Helm - Stuart 2:1 DET
TERCJA 3 - KARY
Czas Druzyna Kara
4:08 PIT Marc-Andre Fleury: Opóźnianie gry (2 min)
9:36 DET Kirk Maltby: Hooking (2 min)
10:10 DET Andreas Lilja: Interference (2 min)
STRZALY NA BRAMKE
Druzyna 1T 2T 3T OT Razem
Penguins 9 8 6 - 23
Red Wings 14 7 9 - 30
STATYSTYKI BRAMKARZY
Zawodnik SA GA SV SV% TOI PIM
Marc-Andre Fleury (PIT) 30 2 28 93.3 58:58 2
Chris Osgood (DET) 23 1 22 95.7 60:00 0