Mecz 68: Detroit Red Wings 3:2 Los Angeles Kings (OT)
Dodane przez palo dnia Marzec 10 2007 05:21:01
Mikael Samuelsson nie mógł wymarzyć sobie lepszego prezentu w swoim pierwszym meczu po pauzie spowodowanej kontuzją stopy. Szwedzki napastnik nie grał od 19 Stycznia, lecz od razu po powrocie został zdobywcą decydującej bramki w wygranym, po ciężkim boju, spotkaniu z Los Angeles Kings. Red Wings pokonali gości z Kalifornii 3:2 po dogrywce.

Mecz z Kings miał być tylko spacerkiem w drodze na szczyt tabeli. Wings odrobili jeden punkt do Nashville Predators, wygrywając z nimi po rzutach karnych, i z jednym meczem rozegranym mniej tracą już tylko jedno oczko do rywali z dywizji, którzy wyprzedzili już Buffalo Sabres w tabeli całej ligi. Dodatkowo, Predators pokonali ostatnio Kings 6:3 a Królowie polegli jeszcze potem Blackhawks i Blue Jackets.

Tymczasem do 12. minuty spotkania goście mieli już jednobramkową przewagę i prowadzili 11-2 pod względem oddanych strzałów. Błąd we własnej tercji popełnił Niklas Kronwall, który chciał zagrać krążek do przodu, lecz ten wymknął mu się spod kija i trafił na łopatkę nadjeżdżającego Johna Zeilera. Zeiler zaatakował bramkę Dominika Haska, lecz czeski golejarz wybronił jego strzał. Nie miał już jednak tyle szczęścia przy dobitce Raitisa Ivanansa.

Hasek był drugim rekonwalescentem, który powrócił do gry po trzymeczowej przerwie. Czech rozegrał kolejne pewne spotkanie, broniąc 24 z 26 strzałów gości i utrzymując się na poziomie 2 wpuszczonych bramek na mecz.

Największym problemem Skrzydeł był jednak drugi bramkarz - Sean Burke, który wyrównał swój rekord pod względem ilości strzałów, którym musiał stawić czoła. Po 17 uderzeniach w drugiej i 26 w trzeciej Wings oddali w sumie 54 strzały na bramkę Burke'a. Golejarz Kings uwijał się jak w ukropie, dzięki czemu goście prowadzili przez większą część meczu.

Wings wyrównali dopiero w 15 minucie drugiej odsłony po strzale Pawła Dacjuka. Rosjanin najpierw podał krążek zza bramki do Johana Franzena, lecz strzał Szweda obronił Burke. Guma trafiła jednak na łopatkę Rosjanina, wyjeżdżającego z drugiej strony bramki, który nie miał problemów ze skierowaniem jej za plecy bramkarza.

Radość z tego trafienia nie trwała jednak długo, gdyż już po 27 sekundach Kings znowu prowadzili. Gol ponownie padł po dobitce. Tym razem z niebieskiej uderzał Kevin Dallman a bramkę zdobył Brian Willsie.

W trzeciej odsłonie dominacja Skrzydeł była już bardzo widoczna, lecz zmasowane ataki nie przynosiły rezultatu przeciwko doskonale broniącemu Burke'owi. Sprawy w swoje ręce postanowił wziąć obrońca Brett Lebda, który ostatnio dość często włączał się w akcje ofensywne swojej drużyny. Lebda przejął krążek od Haska za jego bramką i pognał przez całe lodowisko, mijając wszystkich zawodników Kings. Już w tercji gości oszukał ostatniego obrońcę podając krążek sam do siebie obok kija zawodnika Królów po czym trącając go w długi słupek bramki, umieścił go pod poprzeczką.

Po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazali się również Kyle Calder i Robert Lang, który ożywa z meczu na mecz od czasu pozyskania Caldera. Zawodnicy ci oddali w sumie siedem strzałów i prawie za każdym razem poważnie zagrażali bramce Burke'a.

Wings mieli okazję na zakończenie meczu przed dogrywką, kiedy na ławkę kar na niecałe trzy minuty przed końcem trzeciej tercji powędrował Jamie Lundmark. Na posterunku stał jednak ciągle Burke. Sytuacja odwróciła się o 180 stopni, gdy na 10 sekund przed końcem karę za zahaczanie otrzymał Robert Lang.

Kings rozpoczęli więc dogrywkę z przewagą jednego zawodnika i w sytuacji 4-na-3 zamknęli Wings w ich tercji obronnej. Na domiar złego kij zgubił Kris Draper, co dawało gościom praktyczną przewagę dwóch zawodników. Na szczęście Dominik Hasek nie zamierzał być gorszy od swojego vis-a-vis i popisał się dwoma dobrymi obronami.

W czwartej minucie dogrywki błąd napastnika Kings wykorzystał Mikael Samuelsson, który zabrał krążek na linii niebieskiej Wings i pognał z Pawłem Dacjukiem na bramkę Burke'a w akcji 2-na-1. Szwed podał krążek do Rosjanina, który zdecydował się go oddać do Szweda, więc Samuelsson tylko trącił gumę, która minęła bramkarza Kings i wpadła do siatki, dając Wings wymęczone zwycięstwo.

(foto: David Guralnick / The Detroit News)
Kliknij 'Czytaj więcej', aby zobaczyć boxscore z meczu

Rozszerzona zawartość newsa
Mikael Samuelsson nie mógł wymarzyć sobie lepszego prezentu w swoim pierwszym meczu po pauzie spowodowanej kontuzją stopy. Szwedzki napastnik nie grał od 19 Stycznia, lecz od razu po powrocie został zdobywcą decydującej bramki w wygranym, po ciężkim boju, spotkaniu z Los Angeles Kings. Red Wings pokonali gości z Kalifornii 3:2 po dogrywce.

Mecz z Kings miał być tylko spacerkiem w drodze na szczyt tabeli. Wings odrobili jeden punkt do Nashville Predators, wygrywając z nimi po rzutach karnych, i z jednym meczem rozegranym mniej tracą już tylko jedno oczko do rywali z dywizji, którzy wyprzedzili już Buffalo Sabres w tabeli całej ligi. Dodatkowo, Predators pokonali ostatnio Kings 6:3 a Królowie polegli jeszcze potem Blackhawks i Blue Jackets.

Tymczasem do 12. minuty spotkania goście mieli już jednobramkową przewagę i prowadzili 11-2 pod względem oddanych strzałów. Błąd we własnej tercji popełnił Niklas Kronwall, który chciał zagrać krążek do przodu, lecz ten wymknął mu się spod kija i trafił na łopatkę nadjeżdżającego Johna Zeilera. Zeiler zaatakował bramkę Dominika Haska, lecz czeski golejarz wybronił jego strzał. Nie miał już jednak tyle szczęścia przy dobitce Raitisa Ivanansa.

Hasek był drugim rekonwalescentem, który powrócił do gry po trzymeczowej przerwie. Czech rozegrał kolejne pewne spotkanie, broniąc 24 z 26 strzałów gości i utrzymując się na poziomie 2 wpuszczonych bramek na mecz.

Największym problemem Skrzydeł był jednak drugi bramkarz - Sean Burke, który wyrównał swój rekord pod względem ilości strzałów, którym musiał stawić czoła. Po 17 uderzeniach w drugiej i 26 w trzeciej Wings oddali w sumie 54 strzały na bramkę Burke'a. Golejarz Kings uwijał się jak w ukropie, dzięki czemu goście prowadzili przez większą część meczu.

Wings wyrównali dopiero w 15 minucie drugiej odsłony po strzale Pawła Dacjuka. Rosjanin najpierw podał krążek zza bramki do Johana Franzena, lecz strzał Szweda obronił Burke. Guma trafiła jednak na łopatkę Rosjanina, wyjeżdżającego z drugiej strony bramki, który nie miał problemów ze skierowaniem jej za plecy bramkarza.

Radość z tego trafienia nie trwała jednak długo, gdyż już po 27 sekundach Kings znowu prowadzili. Gol ponownie padł po dobitce. Tym razem z niebieskiej uderzał Kevin Dallman a bramkę zdobył Brian Willsie.

W trzeciej odsłonie dominacja Skrzydeł była już bardzo widoczna, lecz zmasowane ataki nie przynosiły rezultatu przeciwko doskonale broniącemu Burke'owi. Sprawy w swoje ręce postanowił wziąć obrońca Brett Lebda, który ostatnio dość często włączał się w akcje ofensywne swojej drużyny. Lebda przejął krążek od Haska za jego bramką i pognał przez całe lodowisko, mijając wszystkich zawodników Kings. Już w tercji gości oszukał ostatniego obrońcę podając krążek sam do siebie obok kija zawodnika Królów po czym trącając go w długi słupek bramki, umieścił go pod poprzeczką.

Po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazali się również Kyle Calder i Robert Lang, który ożywa z meczu na mecz od czasu pozyskania Caldera. Zawodnicy ci oddali w sumie siedem strzałów i prawie za każdym razem poważnie zagrażali bramce Burke'a.

Wings mieli okazję na zakończenie meczu przed dogrywką, kiedy na ławkę kar na niecałe trzy minuty przed końcem trzeciej tercji powędrował Jamie Lundmark. Na posterunku stał jednak ciągle Burke. Sytuacja odwróciła się o 180 stopni, gdy na 10 sekund przed końcem karę za zahaczanie otrzymał Robert Lang.

Kings rozpoczęli więc dogrywkę z przewagą jednego zawodnika i w sytuacji 4-na-3 zamknęli Wings w ich tercji obronnej. Na domiar złego kij zgubił Kris Draper, co dawało gościom praktyczną przewagę dwóch zawodników. Na szczęście Dominik Hasek nie zamierzał być gorszy od swojego vis-a-vis i popisał się dwoma dobrymi obronami.

W czwartej minucie dogrywki błąd napastnika Kings wykorzystał Mikael Samuelsson, który zabrał krążek na linii niebieskiej Wings i pognał z Pawłem Dacjukiem na bramkę Burke'a w akcji 2-na-1. Szwed podał krążek do Rosjanina, który zdecydował się go oddać do Szweda, więc Samuelsson tylko trącił gumę, która minęła bramkarza Kings i wpadła do siatki, dając Wings wymęczone zwycięstwo.

(foto: David Guralnick / The Detroit News)

09.03.07 Druzyna1T2T3T OT Koniec

Detroit Red Wings

0

1

1

1

3

Los Angeles Kings

1

1

0

0

2

TERCJA 1 - BRAMKI
CzasDruzynaStrzelec - asystyWynik
11:16 LAK Raitis Ivanans - Zeiler 1:0 LAK
TERCJA 1 - KARY
CzasDruzynaKara
18:52 LAK Aaron Miller: Holding the Stick (2 min)
TERCJA 2 - BRAMKI
CzasDruzynaStrzelec - asystyWynik
14:04 DET Paweł Dacjuk - Franzen - Filppula 1:1
14:31 LAK Brian Willsie - Dallman - Kostopoulos 2:1 LAK
TERCJA 2 - KARY
CzasDruzynaKara
6:13 DET Matt Ellis: Holding (2 min)
TERCJA 3 - BRAMKI
CzasDruzynaStrzelec - asystyWynik
14:02 DET Brett Lebda - Hasek 2:2
TERCJA 3 - KARY
CzasDruzynaKara
2:31 LAK Raitis Ivanans: Hooking (2 min)
17:41 LAK Jamie Lundmark: Hooking (2 min)
19:49 DET Robert Lang: Tripping (2 min)
OT - BRAMKI
CzasDruzynaStrzelec - asystyWynik
3:26 DET Mikael Samuelsson - Dacjuk 3:2 DET
OT - KARY
CzasDruzynaKara
--- --- BRAK
STRZALY NA BRAMKE
Druzyna1T2T3TOTRazem
Detroit Red Wings 9 17 26 2 54
Los Angeles Kings 13 7 4 2 26
STATYSTYKI BRAMKARZY
ZawodnikSAGASVSV%TOIPIM
Dominik Hasek (DET) 26 2 24 92.3 63:13 0
Sean Burke (LAK) 54 3 51 94.4 63:26 0